Czy zdziwił Cię tytuł tego posta? Takie pytanie u pięciokrotnej mamy? Otóż… Przed kilkoma miesiącami, pełna frustracji, napisałam do Was TEN wpis. Byłam niemal na granicy wyczerpania; nie tylko fizycznie, ale i psychicznie coraz trudniej radziłam sobie z codzienną rutyną. Umówmy się, bycie mamą piątki dzieci – a przede wszystkim jednak bycie mamą bliźniąt w wieku trochę ponad rok – nie jest łatwe. Nie jest też trudne, pod warunkiem, że… znajdziesz wentyl bezpieczeństwa. I ja go znalazłam! Dzisiaj wiem, jak dobrze jest być szczęśliwą mamą – CODZIENNIE!

Po reakcjach na ten wpis właśnie wiem, widzę, jak bardzo jest Wam ten temat bliski. Każda mama, nie tylko wielomama, ale każda jedna mama zmierza się z tą samą rzeczywistością, która dyktowana jest nie przez jej własne potrzeby i chęci, tylko przez zachcianki i potrzeby jej dzieci. Pogodzenie się, że od teraz już nie liczy się to, co ja muszę i chcę zrobić, tylko to, co muszę chcieć zrobić dla dziecka jest strasznie, wbrew pozorom lansowanym przez kolorową prasę, trudne. OK, miłość i radość z bycia mamą, radość z „posiadania” tak cudownej istotki obok bardzo to ułatwia, ale w pewnym momencie, a raczej w pewnych momentach to po prostu nie wystarcza. Choćby w sytuacji ząbkowania, kolejnej w serii nieprzespanej nocy, choroby, zwykłego złego nastroju maludy… Gdy z konieczności słuchamy płaczu ze złości, albo oglądamy, zrezygnowane, po raz 55 tego dnia tę samą, ulubioną piosenkę, czasem marzymy o tej magicznej godzinie dwudziestej pierwszej, gdy wykończone siadamy na kanapie i w ciszy patrzymy w ścianę, czy telewizor (równie wiele z tego wyciągając). A przecież każda z nas chce być szczęśliwą mamą…

I, kochane – umówmy się, to jest NORMALNE, niestety, normalne na pewnym etapie życia tych naszych brzdąców. Tak już jest, dzieci są bardzo wymagające, a my takie jesteśmy, że mamy swoje potrzeby i nie możemy o tym zapomnieć tylko dlatego, że jesteśmy matkami. Jesteśmy kobietami, ludźmi z takimi samymi potrzebami jak przed zostaniem mamami. Nie możemy czuć się winne dlatego, że mamy ochotę wrzeszczeć wniebogłosy przy piosence o Grzybie Gwidonie (hit 😉 „jestem maślak i jestem śliski” – polecam :D), albo wsadzić wyjące dziecko na chwilę do łóżeczka, po czym wyjść na dwudziestominutowy bieg przed domem, by wybiegać swoją złość. Poskramiamy się każdego dnia pewnie kilkanaście razy, żeby na dziecko nie wrzasnąć, nie uciec z krzykiem, nie zamknąć się w łazience, nie płakać z bezsilności, nie dać przysłowiowego klapsa. A każdy wie, że długo tłumione emocje, szczególnie złe, pełne frustracji emocje w końcu wypłyną – i to ze zdwojoną siłą. Wtedy dopiero może być kiepsko, bo mogłoby oznaczać początek depresji… Dlatego właśnie KONIECZNIE musimy zaopatrzyć się w wentylek bezpieczeństwa – nie mylić z kaftanem!

Ten wentylek to nic innego jak to, o czym już wcześniej pisałam: CZAS DLA SIEBIE. Naprawdę magiczna godzina spędzona w samotności, na zakupach, na plotach z koleżanką, na siłowni czy na jakimkolwiek kursie, pozwala nie tylko się wyrwać z domowej rutyny, zrelaksować, ale przede wszystkim –  nabrać odpowiedniego dystansu. Za chwilę z radością będziesz tańczyć z dzieckiem do tego Grzyba Gwidona i Smoka Ribidibi. Serio! Ale jest jedna ważna rzecz: musicie zmienić swoje nastawienie do tych samotnych wyjść. Wiem, o czym mówię, bo kiedyś samej wydawało mi się to bardzo egoistyczne! Macie tak? Sama siebie w myślach karciłam za choćby sam pomysł wyjścia gdziekolwiek bez dziecka. Bo przecież byłabym wyrodną matką! „A w czym mi ono przeszkadza, przecież je kocham, ważniejsze spędzić z nim tę godzinę niż oglądać etykietki w sklepie…” a jednak. Przeszkadza w skupieniu się nad sobą, przyjrzeniu się temu, kim jestem, co mogę ze sobą zrobić, czy jestem szczęśliwa, a czego mi brakuje. Może ta magiczna godzina sprawi, że wrócisz na studia, postanowisz rozwijać swoją karierę zawodową po powrocie z urlopu macierzyńskiego, a może odwrotnie, zostaniesz w domu? Tego wszystkiego nie przemyślisz obiektywnie, gdy w kółko będziesz układać klocki, karmić i przewijać. A nawet, gdy jesteśmy bardzo szczęśliwe i niewiele chcemy zmienić, to potrzebujemy tej godziny czy dwóch, by załatwić spokojnie sprawy w urzędzie, kupić buty na wiosnę DLA SIEBIE, zobaczyć się z dawno niewidzianą koleżanką i nie rozmawiać tylko o dziecku. Naprawdę nie jesteśmy przyklejone do dziecka niewidzialną taśmą. Tatuś, babcia, przyjaciółka czy inna troskliwa, zaufana osoba przez tą godzinę czy dwie z powodzeniem przypilnuje brzdąca!

A jeśli nie ma tatusia, babci, albo zaufanej niani, to co?

Powiem Wam, jak udało mi się wyjść z tego zaczarowanego kręgu frustracji i bezsilności. Bo udało mi się! Dzisiaj jestem zupełnie inną osobą, inną mamą niż na początku tego roku. Nie, żebym wtedy była nieszczęśliwa, aż tak źle nie było, ale zdecydowanie czułam się przytłoczona, zmęczona, brakowało mi energii i radości, a dni zlewały się ze sobą. Teraz jest inaczej. Zmieniłam harmonogram swojego dnia i tygodnia, jestem pełna energii i odzyskałam pewność siebie, bo tej też ostatnio mocno mi brakowało..

szczesliwa mama

DRZEMKA DZIECI – CZAS DLA MNIE

Po pierwsze – zaczęłam od tego, że przestałam wykorzystywać drzemkę dzieci na nadrobienie zaległości w domu. To jest bardzo proste, naprawdę. Gucio i Leoś mają już tylko jedną drzemkę w ciągu dnia. Kiedyś, gdy tylko zasypiali robiłam pranie, ogarniałam zmywarkę, układałam ciuchy w szafach, płaciłam rachunki i inne niecierpiące zwłoki czynności właściwe każdej pani domu. Gdy kończyłam – budziły się dzieci, a ja dalej czułam się zmęczona i zniecierpliwiona, bo gdzie ta kawa wypita nad książką w ogrodzie? Gdzie ta godzina drzemki na wyrównanie braku snu w nocy? „Czemu zawsze ja muszę wszystko zrobić sama, czemu nikt nie może mi pomóc”! Znacie to? Dzisiaj, gdy tylko ułożę spać swoje maluchy, robię sobie kawę i czytam, albo wyciągam matę do ćwiczeń i odpalam Sportsmamę, włączę serial, albo idę spać – choć to tylko po ekstremalnych nocach, bo nie lubię spać w dzień, wydaje mi się to marnowaniem czasu. A czasem… idę na zakupy. Na Zalando.pl, do H&Mu albo Zary – online, choć mój D. nie lubi tych dni, wiadomo 😉

Te dwie godziny, gdy dzieci śpią a ja nie sprzątam, nie gotuję, nie układam i zajmuję się wyłącznie relaksowaniem siebie, naprawdę daje mi więcej niż możecie sobie wyobrazić. Pozwala mi złapać oddech na drugą część dnia. A te wszystkie czynności, których nie zrobię  w tym czasie – nadrabiam potem z dziećmi. Zajmuje mi może to więcej czasu, ale z drugiej – chłopcy uczą się, że w domu się wszystko „samo” nie robi, a nawet mi pomagają, szczególnie starszaki, a ja mam na koncie dwie wolne godziny. Czy to nie genialne?

NIANIA I POMOC DOMOWA

Po drugie – znalazłam sobie regularną pomoc, na razie na kilka godzin w tygodniu, ale pewnie z czasem będzie ich więcej. Po pierwsze – pomoc domowa, która ogarnia dom od góry do dołu raz w tygodniu. I niania, magiczne słowo, którego jeszcze trzy miesiące temu bałam się jak ognia i jak mantra powtarzałam – nigdy nie zostawię dzieci z obcą osobą! I wiecie co? Dalej tak uważam. Z obcą – nigdy, ale z zaufaną i troskliwą – czemu nie? To temat na oddzielny wpis, który niebawem się ukaże na blogu, ale już Wam naświetlę. Można znaleźć taką osobę, która z powodzeniem zastąpi cię i co więcej – dla Twojego dziecka będzie nawet bardziej atrakcyjna, niż spędzanie czasu 24/24 z mamą. Naprawdę, już to wiem, bo jestem po tej przysłowiowej drugiej stronie, a Ciebie postaram się przekonać w kolejnych wpisach.

REGULARNA AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA

Po trzecie – sport. Nie ćwiczyłam przez dwanaście lat, a dzisiaj jak nie poćwiczę, to źle się czuję. Poziom endorfin po treningu podnosi się i starcza mi na wiele godzin po 😉 Działa lepiej niż kawa! A jaka satysfakcja, nawet, jeśli na spektakularne efekty tych ćwiczeń poczekam jeszcze parę miesięcy, to przynajmniej wiem, że kiedyś, w końcu, się pojawią! Bo minimalne obserwuję już dziś, a będzie tylko lepiej!

DROBNE PRZYJEMNOŚCI

Po czwarte – pozwalam sobie na drobne przyjemności. Zrobiłam upragniony od dawna tatuaż, a nawet.. dwa! Zaczęłam regularnie korzystać z usług kosmetyczki. Wreszcie mam zadbane paznokcie i piękne rzęsy, które zawsze mi się podobały, ale uważałam je za zbędny wydatek i stratę czasu. Dzisiaj budzę się rano i od razu wydaję się sobie piękniejsza, nawet bez makijażu 😉 i o to chodzi! Wszystko, co sprawia, że czujesz się lepiej ze sobą jest warte wydanych pieniędzy. Czy to będą sztuczne rzęsy czy nowa mascara, czy nowy ciuch. Daję Ci dyspensę, nie każde zakupy musisz kończyć siatką pelną ubrań dla dzieci 😉

szczesliwa mama

PRACA, czyli BLOGOWANIE

Po piąte i ostatnie – blog. Tak, ten blog to dla mnie również forma terapii 😉 Przez 15 miesięcy intensywnej opieki nad bliźniakami nie bardzo miałam czas na pracę i pisanie bloga. Długie przerwy między postami doprowadzały mnie niemal do rozpaczy, bo po pierwsze bardzo lubię pisać, a po drugie czułam, że daję ciała brakiem regularności- a ja lubię robić wszystko na 100%. Zamknięcie BPM również nie przysłużyło się najlepiej mojemu poczuciu własnej wartości, chociaż wiem, że to była najlepsza możliwa decyzja. Dlatego postanowiłam, że pieniądze, które zostały mi z prowadzenia działalności zainwestuję 100% w siebie! Kupiłam za nie bilety na samolot do Los Angeles na przyszły rok, dla mnie i dla D. – zresztą, lecimy tam razem z Martą 😀 Spełniamy kolejne swoje marzenie! Ale przede wszystkim: zainwestowałam w pięknego i sprawnego bloga, który będzie mnie mobilizował do regularnej pracy. Właśnie – pracy. BPM z powodzeniem przekuwałyśmy także w finansowy sukces i teraz też mi się uda. Dzisiaj mam taką radość z jego pisania, jak cztery lata temu, na starcie bloga BPM! A to najlepsza rekomendacja. Wtedy narodziło się coś bardzo dobrego i wiem, że teraz będzie tak samo! Trzymajcie kciuki!

szczesliwa mama

fot. Rafał Mroziński TrocheFajnyFotograf

Na koniec powiem: każda mama bywa zmęczona. Musisz to sama przed sobą przyznać. Nie musisz tkwić zawsze w uniesieniu nad maleńką częścią nas radośnie biegającą po domu. Pozwól sobie na złość i ukierunkuj ją dobrze: na zwalczanie tego, co Cię w nią wprowadza. Zmęczenie? Nadmiar obowiązków? Brak zainteresowań? Zdystansuj się i nabierz powietrza w płuca. A potem z energią zabierz się do pracy i … zdmuchnij ten problem. Bo to się naprawdę da zrobić. Musisz w to tylko uwierzyć i zacząć działać. Skoro mi, przy piątce dzieci, się udało, to Tobie również się uda. Musisz być nie tylko mamą, ale przede wszystkim, szczęśliwą mamą!

W końcu mama to też człowiek! Powodzenia!

~ Pat