Jak zwykle w sezonie komunijno – ślubnym, którym to jest czas wiosny i lata, galerie handlowe i małe butiki mają używanie. Ślub, komunia = zakupy, bo zawsze po prostu czegoś brakuje. A to butów, a to marynarki, a to koszuli „w trendzie”… Po wczorajszym, całodziennym maratonie shoppingowym, mam dla Was garść zakupowych tajemnic. Może pomożecie mi je rozwiązać, bo, kulka, jak żyję, pewnym prawdom objawionym na zakupach nadziwić się wprost nie mogę!

 

     1.”NIC NIE MA”!

Czas zakupów to czas jednocześnie znienawidzony i upragniony. Z jednej strony okazja, by zakupić coś nowego jest zawsze pożądana, a z drugiej, jak już chcesz coś kupić, szukasz, to wtedy nigdy „nic” nie ma…  Złośliwość losu!

Bluzka: Sinsay,

Sweter: TK Maxx / OUI,

Jeans: Abercrombie

Sneakers: New Balance

     2. FACET VS ZAKUPY – A JA…

Swoją drogą, jak to jest? Facet idzie, wyda miliony monet i zadowolony, bo obkupiony na komunię, ślub, urodziny, całe lato, kawałek jesieni. Kupił buty, skarpety, gacie, koszule ze dwie, t-shirtow masę, krótkie portki, okulary i tak dalej. Wszystko ma. Kobieta idzie, szuka, godziny spędza i w depresje wpada, bo nic nie pasuje, a jak już znajdzie płaszcz, to do butów nie bardzo, a jak buty znajdzie inne, to siada concept na kieckę… I w koło Macieju!

Do tego, rzeczona kobieta chodzi, szuka, uciuła za każdym wypadem, przy okazji poszukiwań sukienki, a to jedne spodenki, to jedna bluzkę, jakieś buty, ale przecież jeszcze wciąż nie „te”. I wiecznie „nic” nie ma. Wiecznie niezadowolona i nieusatysfakcjonowana, bo raptem jedna siateczka, skala mikro, w porównaniu do szaleństwa męża – niesprawiedliwość aż boli.

Tajemnicą jest jednak fakt, że szafa pęka w szwach od tych pojedynczych ciuchów. I że one jakoś nie zawsze chcą się sparować w zestawy..

Bluzka: Bershka

     3. KOBIETA, MATKA 

Otóż najgorzej jeszcze, gdy kobieta owa to matka. Zaprawdę powiadam wam, matka zawsze wróci z całym naręczem toreb, w których to niesprawiedliwie znajduje się jedna bluzka dla niej, ale przy tym – stos ciuchów dla rozbieganego potomstwa. A jak, toto na wesele też trzeba wyrychtować. Buty, koszule, marynarki, spodnie, pfff. Wszystko jest! Ale dla niej samej – nie ma nic! Jak zwykle!

A karta płacze. Wyrzuty sumienia sięgają zenitu, spychając w mroki podświadomości nieśmiałe poczucie niesprawiedliwości, bo limit się kończy, a ona dalej „nic” da siebie nie kupiła!

     4. KLĄTWA WYRZUTÓW SUMIENIA

Facet nigdy nie odczuwa wyrzutów sumienia z powodu naręczy toreb pełnych swoich rzeczy. Wyda całą wypłatę, ale nigdy nie płacze nad tym faktem. Kupi, bo musi, przecież zakupów nie lubi i ogólnie dużo nie wydaje (może nie na ciuchy, ale jakby tak zliczyć drony i inne superużyteczne przedmioty…). I druga rzecz. Zasada jest taka: jak on dobre spodnie mierzy, choćby za miliony monet, to kobieta przyklaskuje, wzdycha, uśmiecha się i klepie po ramieniu, „kup, kup, dobre spodnie, świetnie wyglądasz!”. I oczy rozmaślone, cokolwiek. Może liczy, że jak pochwali, to jej się też pochwała dostanie, w rewanżu…? Niestety! Faceci są niewyuczalni. I tak, jak już kobieta mierzy, następuje sytuacja zgoła odwrotna. Facet i owszem, najpierw pochwali, wybór, ogólny wygląd, ale… „A nie masz już tego, a tamto co kupiłaś, a po co ci to, a nie ma tańszych”? Nosz.. kulka. Jak tu wytłumaczyć „potrzebę” posiadania nowych sportowych butów? No stare się nie rozpadły, no, ale… i kiecka – no na ślub zdecydowanie nie można iść w tej samej co na komunię. Przecież to chyba oczywiste? Cała rodzina będzie i tu, i tu – jak tego nie rozumieć?

Nie ma sprawiedliwości na świecie. Nie ma. Zapamiętajcie!

5. GDY WRACASZ DO DOMU, JAKOŚ… CZAR PRYSKA

No to jest prawdopodobnie kara za to, że jednak się nie powstrzymałaś i kupiłaś tę niepotrzebną bluzeczkę i spodenki. No po co ci to było! Jednak nie pasuje do tego, co myślałaś, i trzeba wracać, oddać! Ale czy na pewno oddać, a może jeszcze pomyślę do jutra (zapomnę i czas na zwrot przeleci jak strzała amora), albo może zostawię, schudnę, albo może kupię jeszcze jedną rzecz, no tamta spódniczka, co widziałam, byłaby tu idealna…

A  jeśli jednak oddać… to wiadomo, że jak zwrot, to na kartę podarunkową. No i od nowa, zabawa trwa…

Dlatego, moje panie, zasada jest jedna. Na zakupy łączymy się w pary, ale inne niż na codzień. Na „swoje” zakupy idziemy bez faceta, ale z dobrą koleżanką! Siostrą! Kuzynką! Taką, co to powie, że ci d.. urosła i już te spodnie nie bardzo, ale tamte, o, całkiem spoko. Nic, że dwa rozmiary większe, skoro, niunia, wyglądasz na dwa mniej. Bilans wychodzi na zero i nawet dieta jakby niepotrzebna! I taka, co powie, weź przestań, sobie wreszcie sobie coś kup, chłopaki i tak zedrą te spodnie, po co im długie spodnie na lato. Kup sobie czerwoną sukienkę. Każda kobieta powinna mieć czerwoną sukienkę!

Gwarantuję: z takich zakupów wracamy zadowolone. Już ktoś obiektywnie ocenił, że jest git, malina, i mamy wreszcie coś dla siebie. Plus wolne od faceta – gratis. On też się cieszy, że nie musiał Ci towarzyszyć. I nie wie, ile wydałaś! Win – win!

zakupy

buty: TK MAXX / Refresh

sukienka: ZARA

A Gucio prezentuje, jak fajnie się robi zdjęcia z dziećmi 😉

zakupy

PS Ten post to był żart, D. Uwielbiam robić z Tobą zakupy! <3 <3 <3

PS 2 😉